wtorek, 23 września 2008
Ktoś mógłby pomyśleć, że nic nie robię

... i miałby całkowitą rację niestety. Zamknęli mi bowiem sklep z tekturą, o czym się dowiedziałam w momencie, kiedy chwytałam już za klamkę, by nabyć wielki arkusz dwójki na okładki do albumu, który leży gotowy od tygodnia i nie nadaje się do pokazania, bo brak mu wierzchniego ubranka. I przez ten brak tektury morale mi siadło, bo to ani notesu człowiek nie zrobi, ani ramki...

Na szczeście już jest lepiej. Wyciagnęłam zza szafy resztki jedynki i wykroiłam z nich 8 karteczek 12x12. Maznęłam farbą, żeby sprawdzć, czy nad ranem nadal będzie mi pasować odcieniem czerwieni (gwasz jak wyschnie, lubi płatać figle) i jutro zacznę coś nowego. A tektura na okładki już zamówiona, powinna być koło piatku.

wtorek, 09 września 2008
Pink isn't my favorite color

No nie miałam serca do tego notesu. Po pierwsze nie lubię robić tego samego dwa razy, a robienie po raz trzeci jest jeszcze gorsze. Po drugie - patrz: tytuł. W przypływie rozpaczy obiecałam sobie nawet, że już nic nie zrobię na zamówienie, ale rano stwierdziłam, że może zrobię, po prostu nie będę pytać co ma być.

Małżonek powiedział, że o ile kwestię mojego talentu można dyskutować, to marudzę jak prawdziwa artystka.

Papiery - Kelly Panacci
Stemple - Birds Galore, French script
Kwiatki z zestawu z Auchana
Bind-it-all, Elna, Puncher Rose Leaf 

środa, 03 września 2008
Bądź gotowy dziś do drogi...

Bo zdarza się czasem scrapowanie na wyjeździe i wtedy problem - w co wziąć to wszystko, a zwłaszcza papiery. No więc zrobiłam sobie taką torbę:

 

Szczerze mówiąc żadna z osób, którym prezentowałam mój wyrób na żywo nie zemdlała z zachwytu, ale internet ma to do siebie, że każdy wariat znajdzie tu drugiego, który mu powie, że to co robi, ma sens, więc może i mnie się uda.

Bazą jest pudełko FLORT z IKEA. Plusem są odpowiednie rozmiary (papiery wchodzą!) i przystępna cena (w każdym razie w porównaniu z oryginalnymi scraptorbami). Największym minusem jest to, że dno jest przyczepione tylko na rzepy więc pierwsze co trzeba było zrobić to przyszycie dna bardzo mocną nicią. Żmudna robota, zajęło mi to 3 dni, ale przy okazji nadrobiłam zaległości filmowe. A potem było już z górki. Kupiłam 6 metrów taśmy, z której robi sie uszy do toreb podróżnych i ucięłam 3 kawałki. Jeden obejmuje torbę "w pasie", pozostałe dwa są do niego doszyte i tworzą uszy a jednocześnie obejmują dno. Tak na wszelki wypadek. Pewnym mankamentem jest brak jakichkolwiek przegródek w środku, ale narzędzia mozna włożyć w pojemnikach, w których trzyma sie je na codzień.

Jeśli ktos chciałby powiedziec o mojej robocie coś miłego, niech mówi, bo potrzebuję wsparcia ;)